Dzisiaj, wychodząc z kościoła, z porannej Eucharystii, byłam świadkiem bardzo niebezpiecznej sytuacji. Samochód, w którym jechało starsze małżeństwo, zaczął nagle „tańczyć” na ulicy, wjechał na chodnik, odbił się od murka, przy którym stałam, a następnie rozpędzony, uderzył tyłem w płot szkoły, znajdujący się po drugiej stronie ulicy.
Ogrodzenie przechyliło się, wywracając stojące rowery. Podeszłam szybko do wysiadających, znajomych mi osób. Dzięki Bogu nic im się nie stało. Byli przerażeni. Pan, który kierował samochodem nie wiedział, co się dokładnie wydarzyło. Być może był to jego błąd, może awaria pojazdu.
Kolejny raz byłam wdzięczna Bogu za opatrzność, za troskę, którą otacza mnie i innych ludzi. Wszyscy, kilka chwil wcześniej, otrzymaliśmy, w czasie Mszy Świętej, błogosławieństwo od Naszego Pana. Ono rzeczywiście rozpostarło się nad nami. Słowo wypowiedziane przez kapłana stało się rzeczywistością, która zadziałała w sposób namacalny.
Bóg jest tym, który daje życie, który je podtrzymuje i ochrania, a kiedy nadejdzie czas, zabiera do siebie. Mam pełną świadomość tego, że każdy mój oddech, dzięki któremu żyję, jest darem od Boga Ojca. Kolejny nowy dzień witam zawsze z wdzięcznością, którą zanoszę przed Boży tron. Wiem, że moje życie jest w Jego rękach i że żyję na tym świecie z Jego woli.
Już trzeci dzień z rzędu, odczytujemy opis stworzenia z Księgo Rodzaju. Widać w nim wyraźnie w Kim życie ludzkie ma swój początek:
„Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. (Rdz 2, 7)
Każde istota na tej Ziemi żyje dzięki tchnieniu, które pochodzi od samego Boga. To, że oddycham, oznacza, iż Bóg pragnie mojego istnienia. Każdy mój wdech i wydech świadczy o tym, że Bóg mnie chce. Niesamowite!!!!
Bóg nie tylko powołuje do życia, ale także troszczy się o dzieło swoich rąk. Wszystkie stworzenia otoczone są parasolem Bożej miłości. To z dobroci Wszechmocnego otrzymujemy wszystko, czego nam potrzeba:
„Wszystko czeka na Ciebie,
byś dał pokarm we właściwym czasie.
Gdy im dajesz, zbierają,
gdy otwierasz swą rękę, sycą się Twym dobrem”. (Ps 104(103), 27-28)
Jestem pewna, że Bogu naprawdę zależy na każdym z nas. Kiedy poznajemy Go bliżej, nasze serca napełniają się pokojem, pewnością, że otrzymamy to, czego potrzebujemy. Znika lęk przed teraźniejszością, ale także przed wiecznością. Jak można bać się, będąc nieustannie wtulonym w ramiona Ojca?
Nie mam wątpliwości, że Pan zabezpiecza nasze doczesne potrzeby, ale wiem także, że daje nam coś więcej – karmi nas swoim Ciałem, byśmy mogli żyć w niekończącej się szczęśliwości. Jego miłość dąży do zaspokojenia potrzeb ciała, ale pragnie także nasycić ducha.
Dzisiaj, w czasie Eucharystii, zobaczyłam, jak moja dusza raduje się po przyjęciu Komunii Świętej. Nakarmiona może rozkwitać, kąpać się w łaskach, które na nią spłynęły, doznawać oczyszczenia. Wierzę, że taka odżywiona dusza będzie w stanie przebić się przez moje ludzkie słabości, by zmotywować mnie do dobra. A właściwie to ona stanie się jego źródłem.
Serce puste, nienakarmione staje się łatwym kąskiem dla grzechu, który zaczyna powoli wić sobie w nim gniazdo. Następnie wylewa się na zewnątrz, w postaci złych czynów, którymi ranimy siebie i otaczających nas ludzi.
„Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”. (Mk 7, 20-23)
Nie czyńmy z naszego wnętrza siedliska nieprawości. Otwórzmy je Chrystusowi, który może je wypełnić sobą, wlewając weń ożywczą moc. Bądźmy jak głodne ptaki, które otwierają swoje dzióbki, by otrzymać najlepszy pokarm.