Wczoraj wieczorem słuchałam w radiu bardzo ciekawego wywiadu z pewnym biznesmenem. Zainteresowana jego osobą, zaczęłam szukać w Internecie więcej informacji o nim. Okazało się, że od wielu lat znajduje się w setce najbogatszych ludzi w Polsce. W jego wypowiedziach, do których udało mi się dotrzeć, znalazłam prawdziwie chrześcijańskie przesłanie. Okazało się, że nie planował swojego sukcesu, lecz zauważał i wchodził w sytuacje, które stawiało przed nim życie.
Myślę, że każdy z nas powinien zachowywać się podobnie w relacji z naszym Panem. Jako ludzie wierzący nie powinniśmy próbować narzucać Bogu swoich pomysłów, lecz odkrywać możliwości, które On nam daje, wykorzystywać Jego błogosławieństwo, okazje, które stwarza. Chcąc przeforsować uparcie nasz własny plan, możemy zwyczajnie nie dostrzec bogactwa Jego łask - szans, okoliczności do uczynienia czegoś wartościowego, do rozwoju, do pomnożenia naszych zasobów duchowych i materialnych.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy słowa, które wypowiada do, przeżywającej boleść z powodu braku potomstwa, Anny, jej mąż Elkana:
“Anno, czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się twoje serce smuci? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?” (1Sm 1, 8)
Anna jest dla mnie obrazem osoby, która koncentrując się na własnym wyobrażeniu szczęścia, nie zauważa swego obdarowania - miłości męża. Widzę w niej człowieka który sam zawęża sobie pole widzenia dobra, który patrzy na życie wybiórczo, odrzucając wszystko, co nie pasuje do jego planu – człowieka, który przyczepił się do jakiejś jednej, wybranej, jego zdaniem szczęściodajnej, wizji życia, który za wszelką cenę chce ją zrealizować, pomijając ogrom bogactwa, do którego ma dostęp.
Ilu ludzi poszukuje skarbów gdzieś daleko, w miejscach niedostępnych, podczas, gdy na wyciągnięcie ręki ma tak wiele dóbr? Ilu chce zdobyć to, co błyszczy, co jest widowiskowe, co ma uznanie w oczach świata, a odrzuca to, co najbardziej wartościowe, z punktu widzenia ich własnych potrzeb, indywidualnej sytuacji życiowej? Ilu przechodzi obok leżących szans, możliwości, gardząc nimi, a tęskni za czymś, co jest poza ich zasięgiem?
Bardzo podoba mi się postawa przyszłych apostołów - bohaterów dzisiejszej Ewangelii. Oni podejmują propozycję, którą przedstawia im Chrystus. Zostawiają swoje dotychczasowe zajęcie, porzucają swój dotychczasowy pomysł na życie, by podążyć za Nim, by zrobić coś, do czego On zaprasza:
“Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi. A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego. Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim”. (Mk 1, 16-19)
Nie narzekajmy na nasze życie, lecz otwórzmy szeroko oczy i uszy, by zobaczyć przechodzącego obok nas Jezusa, by usłyszeć, gdy woła w naszych sercach, zapraszając do podjęcia jakiś zadań, do uczynienia konkretnego dobra. Cieszmy się tym, co mamy, dostrzegajmy bogactwo, które otrzymujemy od Niego każdego dnia i pomnażajmy je w chwilach stosownych – na Jego wezwanie.
za wszystko, co mi wyświadczył?
Podniosę kielich zbawienia
i wezwę imienia Pana”. (Ps 116B(115), 12-13)