Prawie zawsze, przechodząc obok otwartego kościoła, wstępuję do środka, na chwilę modlitwy. Znajdując się tam, mam świadomość, iż jestem w miejscu świętym. Tutaj gospodarzem jest sam Bóg - Jezus Chrystus. Tutaj mogę w sposób szczególny doświadczyć Jego obecności, nasycić się ciszą, która tak wiele mówi, uspokoić swoje myśli. Tutaj mogę słuchać Jego głosu, rozważać Jego Słowo, ale także spotkać się z moimi braćmi i siostrami w czasie Eucharystii. Tutaj przyjmuję Chrystusa do serca, prosząc, aby przemieniał je na wzór swojego cichego i pokornego serca. Dobrze czuję się wewnątrz Domu Bożego, ale przecież nie mogę tam przebywać cały czas. Otwarte drzwi, przez które weszłam, prowadzą mnie z powrotem do mojej codzienności. Wychodząc spotykam ludzi, tych znajomych i zupełnie obcych, wracam do spraw, z którymi muszę się zmierzyć w danym dniu.
Mam nadzieję, że za każdym razem, po spędzeniu krótszego lub dłuższego czasu z Bogiem w świątyni, wychodzę stamtąd choć troszkę lepsza, troszkę przemieniona. Wierzę, że Bóg uzdalnia mnie, bym mogła włączać swoje życie w strumień dobra i życia wypływający z tego szczególnego miejsca. W dzisiejszym fragmencie z Księgi Proroka Ezechiela czytamy:
“A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza. Anioł rzekł do mnie: Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, a wtedy wody stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których się tam roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będzie tam też niezliczona ilość ryb, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione”. (Ez 47, 2b. 8-9)
Kościoły są oazami, pośrodku pustyni współczesnego świata. To z nich, dzięki Obecności Boga, wypływa nieustannie życiodajny potok, który może bardzo konkretnie zmieniać naszą rzeczywistość, uzdrawiając to wszystko, co tak dalekie od Bożego planu. Przemiana ta jednak nie następuje natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To, czy się dokona, zależy od nas wszystkich, którzy wchodzimy do tego miejsca, aby napełnić się w nim Bogiem, a następnie powracamy do naszej codzienności.
Czy my chrześcijanie przemieniamy ten świat? Czy wracając ze świątyni do swoich rodzin, miejsc pracy, środowiska sąsiadów, znajomych niesiemy życie, miłość i dobro? Czy chwile spędzone w kościele są rzeczywistym spotkaniem z Bogiem, podczas których pozwalamy Mu dotykać naszych serc?
Dzisiaj poruszyła mnie bardzo historia rodziców, którzy walczą w Wielkiej Brytanii o życie swojej malutkiej córeczki. Straszne jest to, że ich największym przeciwnikiem nie jest bardzo poważna choroba, lecz grono “specjalistów”, którzy orzekli, że dziecko powinno być odłączone od aparatury pomagającej mu żyć.
Bóg jest tym, który zawsze niesie życie, który je ochrania w doczesności, ale także strzeże go na wieczność. Nasz Stwórca jest miłośnikiem życia więc my – jego dzieci, wychodzące, przynajmniej raz w tygodniu, z kościoła, ze spotkania z Nim, powinniśmy miłować życie własne i każdego człowieka.
W drugim czytaniu Święty Paweł mówi do nas:
“Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”. (1Kor 3, 16-17)
Każdy człowiek jest powołany do tego, by być świątynią Boga. Każdy może pozwolić zamieszkiwać swoje wnętrze Duchowi Bożemu i dzięki tej Świętej Obecności objawiać w świecie Boże Królestwo - Królestwo, w którym każde życie jest szczególną wartością, w którym jedynym, co powinniśmy być winni drugiemu człowiekowi, jest miłość.
Chrystus w dzisiejszej Ewangelii wyrzuca ze świątyni jerozolimskiej bankierów i sprzedających woły, baranki i gołębie. Do sprzedawców gołębi mówi:
“Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!” (J 2, 16)
Pozwólmy, aby Nasz Pan mógł oczyścić także świątynię naszych serc z tego wszystkiego, co nas od Niego oddziela, co nie pozwala nam być dla innych świadkami Jego miłości.
Pamiętajmy, że każdy z nas jest dla Boga niezwykle cenny. Gorliwość z jaką Chrystus walczył o to, by świątynia jerozolimska była miejscem spotkania z Bogiem żywym i prawdziwym a nie miejscem martwego kultu jest tą samą gorliwością, z jaką walczy On o świątynie naszych serc, o to, byśmy odkryli naszą tożsamość i żyli zgodnie z naszym powołaniem:
“Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”. (J 2, 17)