Dwa dni temu przechodziłam z córką przez obsiane żytem pola. Łuskałyśmy sobie ziarna, a następnie zjadałyśmy je, jak za czasów mojego dzieciństwa. Kiedy trzymałam w ręku cały kłos, natychmiast przypomniała mi się dzisiejsza przypowieść z Ewangelii o ziarnie, które obumiera. Z jednej, wrzuconej w ziemię drobinki powstał kłos, w którym mieści się kilka ziaren. Ta jedna musiała jednak obumrzeć, by wykiełkować i wydać plon.
Jestem pewna, że dobre życie to takie, które wydaje plon. Po jakości zbiorów możemy poznać, czy czas, dany nam od Boga tutaj na ziemi, wykorzystaliśmy dobrze. Tak bardzo chciałabym, wydać obfite żniwo, które będę mogła przedstawić kiedyś, po śmierci, Bogu. Zanieść przed Jego tron kosz pełen dobra, tak jak przynosi się przed ołtarz pierwociny ziół, w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Każdy z nas doskonale wie, że nie będziemy w stanie zebrać żadnych plonów, jeśli wcześniej nie wrzucimy w ziemię ziaren. Musimy siać, rzucać ziarna w różne miejsca, w których jest nam dane przebywać. Siać trzeba hojnie, bo tylko z takiego zasiewu możemy spodziewać się obfitości zbiorów.
“Kto skąpo sieje, ten I skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie.”
(2 Kor 9, 6)
Siać mamy dobro, bo tylko wtedy będziemy je powiększać. Siać mamy wszędzie i hojnie, a Pan będzie pomnażał nasze możliwości, wrzucał w nasze serca jeszcze więcej ziarna – drobin dobra, które będą zmieniały ten świat. Będzie stawiał nas w sytuacjach, w których będziemy mogli uczynić piękne rzeczy. On jest przecież tym, który z góry przygotowuje dla nas dobre uczynki.
Wczoraj szłam z córką do paczkomatu. Miałyśmy tylko odebrać przesyłkę I wrócić za 10 minut do domu. Nasz spacer przedłużył się jednak. Po chodniku, wzdłuż ruchliwej ulicy, szedł, a właściwie zataczał się pijany mężczyzna, prowadząc wózek z plecakami. Raz po raz wchodził na jezdnię, wywracał się. Wraz z dwoma innymi kobietami, a później jeszcze przy pomocy młodego mężczyzny, staraliśmy się uchronić go przed utratą życia. Nie mogłam zrobić wiele w tej sytuacji, ale próbując złapać kontakt z tym człowiekiem, podtrzymując go, miałam pewność, że chcę dla niego dobra i pragnęłam, by poczuł choć przez chwilę miłość Pana Boga.
To był pewnie jeden z wielu dobrych uczynków, które Pan przygotował dla mnie i dla towarzyszących mi osób. Potrzebował jedynie naszej zgody i współpracy, by ziarenka zostały zasiane. Pragnął, abyśmy, na miarę naszych możliwości, z otwartością serca i radością, odpowiedzieli na jego zaproszenie.
Myślę, że czyniąc małe dobro rozsmakowujemy się w nim i chcemy go coraz więcej. Przychodzi poczucie szczęścia, które motywuje nas do dalszych kroków i otwiera nasze serca przed Bogiem, by to On mógł nas wypełniać.
Nasz Pan jest niezwykły, piękny i dobry I chce czynić nas na swój obraz i podobieństwo. Wierzę głęboko w to, że każde małe dobro, które czynimy zmienia nas i ten świat. Wierzę także, że to dobro przygotowuje nam w swej miłości Bóg, byśmy mogli mieć udział w Jego boskości.